Ehh... ostatnio sama sie zastanawiam, co się ze
Ehh... ostatnio sama sie zastanawiam, co się ze mną dzieje... zmieniam się, to niewątpliwie racja... tylko czy aby... na lepsze? strasznie spoważniałam, niektórzy wręcz mnie uważają za sztywniarę... za oknem szare chmury krążą po grafitowym niebie... a ja swoimi myślami wraz z nimi... zastanawiam się, jak będę wyglądać, jaka będę za parę lat, jak już będę pracować... Czy przyjaźnie przetrwają... Teraz w nowej klasie najprawdopodobniej będę sama... nikogo znajomego... może to po prostu nieodpowiedni dobór zainteresowań? A tam, to tylko osiem godzin dziennie... Nie moja wina, że matematykę wręcz kocham, interesuję się informatyką, te lekcje w odróżnieniu od moich znajomych nie są nudne... To jedyne lekcje, które mnie interesują... geografia także... I znów nadszedł ten moment w moim życiu, że zadaję sobie to pytanie... kim chcę być? gdzie chcę iść?? co ze mną będzie? czy warto się starać, czy warto robić to wszystko czasem wbrew sobie, aby potem być tym kim marzyło się przez te lata? warto? A jeżeli mi się nie uda? jeżeli albo ja, albo ktoś lub coś innego da plamę? wystarczyłoby powiedzieć trudno i iść dalej? za dużo tych pytań na raz... czasem mam taką po prostu myśl, że mnie to wszystko przerasta... że jestem za słaba... nie, nie tylko szkoła... ale też rodzina... to co mam w sercu... to moje niezrównoważenie... nieumiejętność podejmowania trafnych wyborów... i nadmierna zdolność do wpadania w coś chorego, w coś, czego nie powinno być... takie bagno... wpadasz a potem nie możesz z tego wyjść... Dusisz się, nie masz już sił na wygrzebywanie siebie... ale wierzę, muszę wierzyć... że w odpowiednim momencie przyjdzie do mnie mój Anioł... który mnie uratuje... który odetnie mnie od tej :choroby... Tak, ostatnimi czasy... moje otoczenie mnie dusi, dusi mnie brak czegoś... dusi mnie czegoś nadmiar... dziwne podchody, głupie zaloty... zbędne spojrzenia... dusi mnie płytkość ludzkiej psychiki, płytkość ich osobowości... gdzie prawdziwym szczytem ich marzeń to mieć dj-a na wieczorku... i kartony pełne pizzy... o coca-coli nie wspomnę... Jakby to było istotą naszego życia, ulotna przyjemność. Ich bezmyślność mnie dusi... otoczenie mnie dusi... chyba czas odciąć tę pętlę.. czas odetchnąć pełną piersią... cokolwiek miałoby to znaczyć...
p.s.: czy wiek w związku naprawdę tak wiele znaczy? nie odpisujcie, i tak wiem...
*

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)